sobota, 2 maja 2020

ewolucja

Po 21 latach pracy w szkole byłam biegłym grafologiem ze znajomością pakietu Office, gimpa, painta i innych programów niezbędnych do funkcjonowania w szkolnej rzeczywistości, służąc często jako urządzenie peryferyjne komputera i drukarki.
Po zaledwie 6 tygodniach e-lekcji stałam się mistrzem klawiatury, z rozszczepieniem jaźni, potrafiącym równocześnie prowadzić wymianę wiadomości na różnych komunikatorach, librusie, mailu i odbierać przy tym telefony, help deskiem librusa, Google Drive'a, One Drive'a i gwiazdą internetu.
Zdobyłam też nowe sprawności w kategoriach: domowy fryzjer, mistrz szybkich i przemyślanych zakupów,  planer obiadów na tydzień z góry.
Wow. 

sobota, 4 kwietnia 2020

patrząc z góry


Atmosfery zbliżających się świąt nie czuję nic a nic, ale staram się. Nawet kupiłam palmę. I farbki do malowania jajek. Po dzisiejszej rozmowie z Mamą trochę mnie ścisnęło w gardle, bo dotarło do mnie, że spędzimy je w totalnej izolacji. Nie chodzę do Niej. To moja siostra robi jej potrzebne zakupy. Nie chcemy Jej znosić wirusów i zarazków z całej rodziny, bo jest po poważnej operacji i ma wystarczająco osłabiony organizm. 

Szaleństwo e-szkoły powoli się normuje. W piątek miałam pierwszy dzień bez telefonów i miliona wiadomości. Zrobiłam swoje lekcje, sprawdziłam część naglących zadań i… zasnęłam na całe popołudnie. I tego mi trzeba było! Postanowiłam się polenić cały weekend i nawet udało mi się trochę wygrzać na balkonie. Słoneczko zaświeciło więc natentychmiast wystawiłam czubek nosa w kierunku jego promieni. I spojrzałam w dół, jak daleko dałam radę sięgnąć wzrokiem. Efekty obserwacji były zaskakujące. Coraz więcej ludzi chodzi w maseczkach i rękawiczkach. Jedna pani nawet brała kurs przez środek trawnika, byle ominąć idących chodnikiem innych przechodniów. Ale nie wszyscy do ograniczeń się stosują. Widziałam spacerujące całe rodziny, i to bez maseczek i przepisowych 2 metrów odstępu. Policzyłam też uczestników pogrzebu, który akurat się trafił w tym czasie: 18 żałobników, plus ksiądz i 4 panów z zakładu pogrzebowego… A podobno ma być 5 osób…

Cieszą mnie te prognozy pogody. Niech już się zrobi ciepło. Wiem, że siedzenie w domu będzie podwójną męką, ale może faktycznie wyhamuje rozwój wirusa.. Mam dzikie plany na ten tydzień, które głównie koncentrują się wokół okien i doprowadzenia mieszkania do porządku po tych tygodniach szaleństwa związanego z wielką niewiadomą pracy zdalnej. Przede mną też poważne wyzwanie: muszę się nauczyć farbowania włosów. Matko! Wyglądam już strasznie… Napatrzyłam się przez te wszystkie lata jak robi to moja fryzjerka, to może sobie poradzę. W najgorszym przypadku i tak często nie wychodzę, więc jakoś to będzie ;)

niedziela, 29 marca 2020

e-szkoła

I jak jest? Fajnie. Bo jakoś inne słowo mi nie przychodzi na myśl, pomijając te powszechnie uznane za wulgarne. Codziennie spędzam po kilkanaście godzin przyklejona do laptopa i telefonu.. Czasem się czuję nie jak nauczyciel muzyki i historii, ale helpdesk e-dziennika. Wciąż coś się nie chce wysłać, ściągnąć – a jak się ściągnie to uczniowie piszą, że nie chce się otworzyć… I póki co – to jest w ostatnim czasie istota e-nauczania: znowu coś nie działa i czemu… Korespondencja dzieje się równocześnie na e-dzienniku, mailu, komunikatorze i jeszcze w międzyczasie dzwoni któryś z kolegów i koleżanek, bo nie ogarniają… Ja też już nie ogarniam. Palce mnie bolą od stukania w klawisze. Ale plus jest taki, że pisanie idzie mi coraz lepiej i szybciej. Dzisiejszy wieczór pewnie poświęcę na uporządkowanie wszystkich wiadomości z zadaniami domowymi, kartami pracy i co tylko mi tam przesłano na wszelkie możliwe sposoby. Staram się nie szaleć, przecież i tak do tej pory nie mieli po każdej lekcji zadań domowych. Podsyłam karty pracy, żeby sobie usystematyzowali wiadomości. Niektóre muszą, inne – mogą odesłać. Wysyłam linki do filmików – nie mam wpływu na to, czy je obejrzą. Na lekcji i tak byśmy je oglądali. Tylko zamiast słuchać mojego ględzenia, muszą niestety przeczytać podręcznik i to, co podsyłam linkami do materiałów dodatkowych. Lekcji online na żywo nie prowadzę. I nie dlatego, że nie mam sprzętu. To dzieci go nie mają. A ja co najwyżej nie mam do tego warunków. Młoda część lekcji ma na żywo i wtedy siedzi zamknięta w pokoju. Bo w tym samym czasie ja, zainstalowana na stoliku i kanapie, mam swoje lekcje i uskuteczniam telekonferencje z połową świata, a Rajski – okupując moje biurko, zdalnie naprawia problemy sieciowe drugiej połowy świata prowadząc telekonferencje z partnerami firmy i współpracownikami, którzy też czasem nie ogarniają internetowej rzeczywistości. I gdy telekonferencje nam się nakładają, któreś z nas musi wychodzić do kuchni, żeby się nawzajem nie zagłuszać.
Jeszcze dajemy radę. Po zakupy wychodzimy raz w tygodniu i to wcześnie rano, zanim pojawią się tłumy. Gdy pogoda na to powala – dotleniam się na balkonie. Do gardeł sobie jeszcze nie skaczemy, nie kłócimy się, spięcia są – owszem, ale przecież co jakiś czas pojawiały się i bez tej przymusowej izolacji.
Damy radę. Wszyscy.

A po ponad roku zakwitł mi miniaturowy storczyk: