Tak, tak. To już podpada pod hazard. Gramy z Rajskim w lotka od samego początku naszej znajomości. No prawie. Choć od ślubu skreślamy te same liczby. I pilnujemy, żeby się nie pomylić. A z powodu wrodzonego lenistwa - kupujemy kupony na kilka losowań z rzędu. Generalnie co dwa tygodnie tuptamy do kolektury, by kupić nowy los. Tym razem tuptanie przypadło w zaszczycie mojej skromnej osobie.
- Może pani sprawdzić? Bo chyba coś tam jest – uśmiechnęłam
się do pani w kiosku.
- 48 złotych – odburknęła miła pani.
- O, to dwie trójki – uśmiechnęłam się pod nosem. Ale chyba
za głośno, bo usłyszałam:
- Jakby były dwie trójki, to by pani miała szóstkę –
warknęła miła pani.
- Chyba jednak nie zawsze... –
pomyślałam (tym razem na pewno cicho) prosząc głośno o wypłatę pieniędzy. Bo jakby na to nie patrząc: dwie wygrane trójki to nie to samo co trafiona szóstka..




