niedziela, 4 stycznia 2009

powoli i do przodu

Ja - niepoprawna romantyczka i raczkująca optymistka, ulegająca czasem własnej naiwności, straciłam dziś na moment grunt pod nogami... Ale przecież powoli i do przodu - prawda? Zatem dziś słowami piosenki. Interpetację zostawiam każdemu z Was.
"Przyślij mi list, długi list na poste restante
Gdy wszystko straci sens - odbiorę go
Na znaczku niech będzie niebo Twe
Koperta biała jak święty chleb - a w niej
Pusta kartka i zamiast słów - nadzieja..."
 roza 
P.S. Przepraszam, że nie ma zdjęcia, ale coś mi się "popsuło";)

sobota, 3 stycznia 2009

zima przyszła

Chciałam napisać coś mądrego, ale mi przeszło zanim się zalogowałam. Zresztą właśnie czekam aż mi się porządnie odwiruje kurtka, bo podobno większe mrozy nadciągają, więc musiałam się przeprosić z taką nieco bardziej odporną na niskie temperatury i wyjęłam ją dziś z szafy. Za oknem biało już od Świąt. Mróz też trzyma od kilku dni. Oj - i to jaki porządny:) Dawno nie było chyba takiej zimy. Choć nie, pamiętam, że kilka lat temu w Krakowie spraliżowane zostało całe centrum, bo zamroziło ulice i samochody nie były w stanie jeździć. Zima bowiem - jak co roku, zaskoczyła wtedy drogowców. Nie tylko drogowców zaskakuje zresztą. Codziennie rano kręcę piruety na chodniku. Nie wiem kto jest jego właścicielem, chyba miasto, bo oprócz cmentarza i przystanku autobusowego nic więcej tam się nie znajduje. W każdym razie nie pamiętam, żeby kiedykolwiek ten odcinek był posypany piaskiem. Pewnego dnia wywinę tam przysłowiowego orła, słowo daję...
Dziś rano tak zaczęło mocno sypać śniegiem, że nic nie było widać zza okna, tylko śnieg niesiony podmuchami wiatru. Ale po kilku minutach wiatr ucichł, śnieg zaczął ledwo prószyć, a po chwili przestał padać całkiem. Dzieciaki muszą się mocno nabiegać po osiedlach i parkach, żeby znaleźć jakąś górkę do zjeżdżania. Może od jutra będą mieć trochę lepiej. Zapowiadali zawieje i zamiecie... Tylko, że... pojutrze brutalny powrót do szarej rzeczywistości. Nie mam pojęcia jak się rano obudzę po dwóch tygodniach lenistwa i wstawania przed południem:)

piątek, 2 stycznia 2009

Witam w Nowym Roku:)

Nowy Rok zaczął się bardzo obiecująco:) I już początek brzmi optymistycznie.
Od dawna w mojej rodzinie krąży przesąd mówiący o tym, że jeżeli pierwszą osobą napotkaną w Nowy Rok a zwłaszcza pierwszym gościem, który w Nowym Roku przekroczy próg twego domu, będzie mężczyzna - cały rok będzie szczęśliwy. I co? Gdy wczoraj rano wyszłam z domu pierwszą osobą, którą spotkałam był mężczyzna. A i mój pierwszy tegoroczny gość był mężczyzną. Czyli, że co? Podwójne szczęście? :)
Do wszelkich tego typu przesądów podchodzę z uśmiechem i rezerwą, ale i tak wierzę, że ten rok będzie szczęśliwy. W zasadzie nie ma wyjścia - za dobrze się zaczął. I nie będą to dobre złego początki. O nie:)
Cały dzień upłynął pod znakiem spotkań z przyjaciółmi. Sylwestra spędziłam sama. Mój wybór. Ale od rana odbierałam smsy z pytaniem "Mogę wpaść?" I w efekcie ciągle ktoś wchodził i wychodził. I był to dla mnie niezwykły dzień. Dzień rozmów od serca, szczerych, serdecznych. Rozmów na tematy bardzo poważne i te bardzo niepoważne. I tak do późnej nocy. Około 23 dostałam tradycyjnej głupawki i udało mi się, w sposób całkowicie niezamierzony, zostać autorką różnych głupich tekstów i powiedzonek, które normalnie by mi w życiu nie przyszły do głowy:) I nagle dotarło do mnie, że jest jak kiedyś. Jakby jakiś czarodziej cofnął czas i jakby wszystko zaczęło się od nowa. Było jak kiedyś, ale zarazem inaczej. Lepiej? Doskonalej? Aż przyszły mi na myśl słowa Goethego "Chwilo trwaj - jesteś piękna!"
Tratuję to jak dobry znak na cały nadchodzący rok. Będę się starać, żeby ta "chwila" trwała jak najdłużej. Tak, jak będę się starać wytrwać w moich noworocznych postanowieniach. Pewnie, że mam, a jak:)
Wszystkim wszystkiego dobrego na Nowy Rok życzę:)
 roza