wtorek, 13 października 2009
sobota, 10 października 2009
niedawno temu, w szatni przed meczem...
Dostałam w mailu kilka dni temu. Co prawda rzeczywistość się już trochę zmieniła, ale…
- Interesuje mnie jedynie zwycięstwo! - grzmiał Leo Beenhakker przechadzając się w tę i z powrotem przed grupką skupionych piłkarzy.
- Dobrze, powtórzę jeszcze raz. Żewłakow! Co to jest?
Wywołany wyprężył się na baczność i stuknął obcasami.
- To znaczy – próbował, lecz gumowe korki stłumiły odgłos. - To jest kura panie generale!
- Gówno tam! Bosacki! Co to jest?
Bartosz Bosacki przez chwilę z uwagą przyglądał się okazanemu przedmiotowi.
- To nie jest kura? - zaczął asekuracyjnie.
- Dobrze. To nie jest kura. A co to jest?
- Nie kura, panie gene... znaczy, panie trenerze.
- To już wiem. Pytałem, co to jest.
- To jest... to jest piii...
- Dobrze, dobrze, pi?
- Pinokio?
- Sam jesteś Pinokio! Dudka! Co to jest?
- To jest piłka, panie trenerze!
- Brawo! Świetnie! Reszta słyszała? No to wszyscy razem powtarzamy. Głośno! Żebym was słyszał!
- Toooojeeeeestpiiiiiiiłkaaaaaaa.
- Dobrze. Piłka do gry w piłkę nożną, zwaną też futbolem. Dlatego czasami nazywa się ją też futbolówką. Dudka! Czemu Gancarczyk się przewrócił?
Dariusz Dudka podbiegł do kolegi, który zsunął się z ławki leżał na podłodze w pozycji "ranek na weselu". Fachowo sprawdził puls i oddech, po czym zdał relację.
- Zwykłe omdlenie, panie trenerze.
- Omdlenie? A to czemu?
- Zwykle tak reaguje na natłok informacji. Po prostu układ nerwowy mu się wyłącza. Pan trener podał zbyt dużo informacji o piłce, kolega próbował to przyswoić i zapomniał oddychać. Niedotlenienie mózgu i omdlenie jako naturalna konsekwencja.
- Ale ja tylko powiedziałem, że piłka to futbolówka!
- No właśnie. Za dużo informacji na raz, proszę pana.
Leo przez chwilę milczał, po czym machnął ręką.
- Nieważne. Błaszczykowski! Co macie robić z piłką na meczu?
- Nie dotykać rękami!
- Dobrze. A do tego co? Tak, Boruc?
- Ja mogę rękami, trenerze?
- Możesz.
Ktoś nieśmiało zaprotestował.
- Dlaczego Boruc może rękami, a my nie?
- Bo Boruc jest bramkarzem.
- Ale to niesprawiedliwe. Dlaczego zawsze Boruc jest bramkarzem?
- Bo mam rękawice, złamasie!
- Sam jesteś złamasem, złamasie!
- Spokój!!! - Leo włożył w ten okrzyk tyle sił, ile miał - Boruc może dotykać piłki rękami, a wy nie. Jasne?
- Ale...
- Jasne?!!!
- Tak, trenerze.
- To dobrze. Nie zazdrośćcie mu, bo on będzie musiał cały mecz stać na bramce, a wy będziecie mogli strzelać gole. Ooo... widzę że Gancarczyk doszedł do siebie. Zuch chłopak. Tak, Lewandowski?
- Co to znaczy strzelać gole, trenerze?
- To znaczy musicie umieścić piłkę w bramce przeciwnika.
- Ale tylko Boruc może jej dotykać!
- Tak, ale piłka nożna polega na kopaniu piłki nogami. Trochę to zakrawa na pleonazm, bo niby nie można kopać rękami, ale... Czemu Gancarczyk znowu leży?
- Pleonazm, trenerze. Załatwił go pan tym chyba na cacy.
- Ups...
- Chyba trzeba będzie zadzwonić po erkę...
- Dobrze, niech ktoś zadzwoni. Na czym to ja... Aha. Trzeba wkopać piłkę do bramki przeciwnika.
Wśród zawodników zapanowało poruszenie. Wreszcie z ławki podniósł się Krzynówek.
- Ale to bardzo trudne, trenerze. Niech pan sam spojrzy - piłka jest okrągła i bardzo trudno jest ją tak kopnąć, żeby poleciała tam gdzie się chce. O, proszę...
Tu Krzynówek postawił przed sobą piłkę i spróbował kopnąć w stronę Beenhakkera. Guerreiro, trafiony centralnie w nos, dołączył stanami świadomości do Gancarczyka. Leo przeciągnął sobie wolno dłonią po twarzy. Zrobił kilka głębokich wdechów.
- Nie wiem, jak tego dokonacie, ale macie wygrać. Macie ich roznieść, rozgnieść i rozgromić! Macie być jak polska husaria pod Wiedniem! Jak szwoleżerowie pod Somosierrą! Jak Jagiełło pod Grunwaldem! Zrozumiano?
Brożek nieśmiało podniósł rękę.
- Na pewno jak Jagiełło pod Grunwaldem?
- Tak, do jasnej cholery!
- A skąd trener tak dobrze zna historię Polski?
- Nieważne! A teraz won! Na boisko!
… Piłkarze stali przy wyjściu z szatni. Lewandowski jeszcze raz przypominał słowa trenera.
- Pamiętacie, co nam powiedział? Mamy być jak Jagiełło!
- A co robił Jagiełło? - spytał Guerreiro, któremu dawna historia Polski nie była jeszcze dość bliska.
- Z tego co wiem, to trzeba stać na wzgórzu i po prostu patrzeć, co robią tamci...
- Ale na boisku nie ma wzgórza!
- No to po prostu będziemy stać i patrzeć. Trener na pewno będzie zadowolony.
Tylko dzisiaj historię twórzcie sami panowie!
Mimo wszystko idę popatrzeć.
P.S. Pierwsza fala pyłu i kurzu opadła. 3,5 godzinny koncert dwóch młotów udarowych non stop… Ważne, że najgorsze za mną. Choć próby wyeliminowania tego białego paskudztwa potrwają jeszcze kilka dni…
A tak przy okazji. Miał już ktoś okazję wyciągać drewniany kołek ze ściany przy pomocy korkociągu? :) I kto by pomyślał do czego mogą się przydać sprzęty na co dzień niepotrzebne:)))
czwartek, 8 października 2009
jak za Wilusia....
Tymi słowami skwitował Tata fakt rozbrajania kolejnego „pstryczka – elektryczna” przy blasku świeczki, bo ostatnia latarka zginęła śmiercią tragiczną wypadając z rozebranej kilka chwil wcześniej szafki.
Jednym słowem mieszkam na placu budowy i powoli przestaje mi się to podobać. Ale nie mogę narzekać – sama tego chciałam. Do tego, z powodu chwilowego przestoju w uprzykrzaniu życia sąsiadom, znów cierpię na nadmiar wolnego czasu. A gdy cierpię na nadmiar wolnego czasu, zaczynam intensywnie myśleć i rozglądać się po mieszkaniu. I w efekcie tego wszystkiego wczoraj narodziła się w mej (już chyba chorej) głowie wizja zdemolowania kuchni. Bo nagle się okazało, że po zerwaniu boazerii z przedpokoju, nie tylko to pomieszczenie powiększyło się o dobre kilkadziesiąt centymetrów kwadratowych, sześciennych i czworokątnych razem i zrobiło się niesamowicie jasno, to na dodatek… zlew z kuchni nagle zaczął zerkać do przedpokoju. Dobre 3 cm wystaje. I nikt nie pomyślał, żeby zamówić mniejszą szafkę i kupić mniejszy zlew. Pasowało? Pasowało. Ale teraz nie pasuje… Nic już z tym nie zrobię, bo gdzie teraz zamówię taką szafkę, żeby pasowała do reszty… Trzeba więc pomyśleć jak to zamaskować, żeby wyglądało iż tak właśnie miało być od początku. A przy tzw. okazji tu się coś poprawi, tam zmieni i będzie:)
Kalkulator w mojej pięknej komórce ciągle więc coś mnoży, dzieli i dodaje. Ja patrzę jak sroka w gnat w wyciąg bankowy i porównuję wyniki z kalkulatora z cyferkami z wyciągu i sama siebie pilnuję, żeby mnie jakaś ułańska fantazja nie poniosła. Mina mi trochę zrzedła, gdy u Mijki przeczytałam o perypetiach remontowych Muzyczki. Włosy mi dęba stają przy każdej takiej opowieści, bo jakoś do tej pory omijało mnie takie cosik szerokim łukiem. No ale biura podróży też do tego roku robiły w konia wszystkich tylko nie mnie aż w końcu trafiło i na mnie…
Zbieram się więc i idę na wycieczkę do centrum budowlanego skonfrontować moje chore mrzonki z cenową rzeczywistością i wdepnę po drodze do miłej pani od drzwi, spytać kiedy panowie się łaskawie zjawią, bo mi robotę blokują.
P.S.1. Wdepnęłam we wtorek na chwilę do szkoły. Podrzucić koleżance książki, o które prosiła. I tak sobie pomyślałam : „Jak mnie pani Marysia zobaczy, to znowu powie, że schudłam”. Bo ona zawsze mi mówiła, że chudnę w oczach. Wchodzę na dyżurkę, a tam wszystkie panie sprzątaczki, łącznie z panią woźną. I nagle pani Marysia się wychyla i mówi „Pani Ewuniu, widać, że urlop pani służy. Jak pani się ładnie zaokrągliła po buzi”.
Ha!:))))
Tylko, czy mam się teraz martwić, że zaczynam tyć?
P.S. 2. Nie jadę na seminarium. Odrzucili moje podanie, ale nie do końca. Jestem na liście rezerwowej. Ale nie ma tego złego itd. Chyba zostawię te pieniądze i trochę dłużej posiedzę latem w Grecji.
Jednym słowem mieszkam na placu budowy i powoli przestaje mi się to podobać. Ale nie mogę narzekać – sama tego chciałam. Do tego, z powodu chwilowego przestoju w uprzykrzaniu życia sąsiadom, znów cierpię na nadmiar wolnego czasu. A gdy cierpię na nadmiar wolnego czasu, zaczynam intensywnie myśleć i rozglądać się po mieszkaniu. I w efekcie tego wszystkiego wczoraj narodziła się w mej (już chyba chorej) głowie wizja zdemolowania kuchni. Bo nagle się okazało, że po zerwaniu boazerii z przedpokoju, nie tylko to pomieszczenie powiększyło się o dobre kilkadziesiąt centymetrów kwadratowych, sześciennych i czworokątnych razem i zrobiło się niesamowicie jasno, to na dodatek… zlew z kuchni nagle zaczął zerkać do przedpokoju. Dobre 3 cm wystaje. I nikt nie pomyślał, żeby zamówić mniejszą szafkę i kupić mniejszy zlew. Pasowało? Pasowało. Ale teraz nie pasuje… Nic już z tym nie zrobię, bo gdzie teraz zamówię taką szafkę, żeby pasowała do reszty… Trzeba więc pomyśleć jak to zamaskować, żeby wyglądało iż tak właśnie miało być od początku. A przy tzw. okazji tu się coś poprawi, tam zmieni i będzie:)
Kalkulator w mojej pięknej komórce ciągle więc coś mnoży, dzieli i dodaje. Ja patrzę jak sroka w gnat w wyciąg bankowy i porównuję wyniki z kalkulatora z cyferkami z wyciągu i sama siebie pilnuję, żeby mnie jakaś ułańska fantazja nie poniosła. Mina mi trochę zrzedła, gdy u Mijki przeczytałam o perypetiach remontowych Muzyczki. Włosy mi dęba stają przy każdej takiej opowieści, bo jakoś do tej pory omijało mnie takie cosik szerokim łukiem. No ale biura podróży też do tego roku robiły w konia wszystkich tylko nie mnie aż w końcu trafiło i na mnie…
Zbieram się więc i idę na wycieczkę do centrum budowlanego skonfrontować moje chore mrzonki z cenową rzeczywistością i wdepnę po drodze do miłej pani od drzwi, spytać kiedy panowie się łaskawie zjawią, bo mi robotę blokują.
P.S.1. Wdepnęłam we wtorek na chwilę do szkoły. Podrzucić koleżance książki, o które prosiła. I tak sobie pomyślałam : „Jak mnie pani Marysia zobaczy, to znowu powie, że schudłam”. Bo ona zawsze mi mówiła, że chudnę w oczach. Wchodzę na dyżurkę, a tam wszystkie panie sprzątaczki, łącznie z panią woźną. I nagle pani Marysia się wychyla i mówi „Pani Ewuniu, widać, że urlop pani służy. Jak pani się ładnie zaokrągliła po buzi”.
Ha!:))))
Tylko, czy mam się teraz martwić, że zaczynam tyć?
P.S. 2. Nie jadę na seminarium. Odrzucili moje podanie, ale nie do końca. Jestem na liście rezerwowej. Ale nie ma tego złego itd. Chyba zostawię te pieniądze i trochę dłużej posiedzę latem w Grecji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Zanim przejdziecie do czytania, proponuję kliknąć < TU >. Bo piosenka adekwatna do tego, o czym dzisiaj. Obiecałam, że znajdę i pokażę...
-
Stare przekazy ludowe w moich stronach powiadają, że w Mysłowicach, do suplikacji dodawano jeszcze jedno wezwanie: „Od Imieloka i Chełmioka ...