Jak nie było, tak nie było. A jak przyszła to z przytupem. Zrobiłosię ciemno, a potem – jak nie zakurzyło, jak nie zagrzmiało! W życiu burzyśniegowej nie przeżyłam i dobrze, że akurat byłam gdzieś pomiędzy Jowiszem aMarsem, bo pewnie byłaby to pierwsza i ostatnia taka burza w moim życiu. Tzn. niefruwałam gdzieś w przestworzach, tylko akurat bogów rzymskich porównywaliśmy zgreckimi, gdy ta śnieżna zasłona spadła na świat. Zanim skończyłam lekcje światjuż wyglądał normalnie, czyli nie kurzyło, nie grzmiało, tylko wiało tak niemiłosiernie,że na Wichrowe trudno było się wdrapać – bo pod wiatr akurat.
W sprawie naszego „być albo nie być” dalej nic nie wiadomo. Choćjakieś światełko w tunelu tli i migocze, bo awantura za drzwiami komisji (nasnie wpuszczono, ale na szczęście Dyrekcję tak) była spora, a sądząc z rozmówkuluarowych, chyba do co niektórych dotarła absurdalność pomysłu likwidacji naszejszkoły. Niestety musimy czekać dalej, bo ostatecznie nikt tej propozycjijeszcze nie poddał pod głosowanie…
Za to we wtorek…
To nic, że bladym świtem wpakowano mnie do autokaru i oczyna zapałkach niemalże musiałam podtrzymywać, by powieki nie klapły gdzieś wnajmniej spodziewanym momencie. Dziś to już nic i mogłabym tak jeszcze raz. W ramachpreorientacji zawodowej zorganizowano nam bowiem wycieczkę do fabryki Opla wGliwicach. Psioczyłam na czym świat stoi, bo niby co ciekawego można zobaczyć wfabryce samochodów?.. Odszczekuję jednakże wszystko co powiedziałam przedwyjazdem, bo dawno nie byłam na tak ciekawej wycieczce! Zobaczyliśmy całyproces produkcji samochodu od momentu, gdy przywożone są wielkie 12-tonowezwoje ocynkowanej blachy, prostowane potem w specjalnych maszynach, poprzezetap, w którym wielkie matryce wybijają w nich wzory poszczególnych elementówkaroserii, potem ręcznie lub przy użyciu ogromniastych robotów są one spawane-sklejane-zgrzewane,aż po wkładanie lusterek, szyb, siedzeń, przez testy wodne i szybkościowe, ażdo momentu, gdy gotowe i sprawdzone na wszelkie sposoby auto odjeżdża naparking. Rany! Nie tylko, że po drodze można było dostać oczopląsu od ilości ludzi i maszyn, to jeszcze te cudeńkastojące w ostatniej hali.. Mmmm… Tylko na lakiernię nie wpuszczają grup, no aleto akurat jasne, bo opary itd.
Osobiście mogłabym pracować przy testach szybkościowych –bezkarnie rozpędzać się do 140 km/h, bez strachu, że wypadnie się z drogi, bo to tylko poruszającasię taśma w małej hali testowej… O – tak bym mogła:) Zwłaszcza, że normalnie zakierownicę przecież nie wsiądę. A tu proszę – cała dniówka jako pirat drogowy:)
A na koniec wypiłam najlepszą kawę na świecie. Z automatu. Aautomat stał przy wejściu na ostatnią halę. Za całe zawrotne 60 groszy –powtórzę: sześćdziesiąt groszy! Z mlekiem. I tak się zastanawiałyśmy zkoleżanką – była taka dobra, bo taka tania, bo tak się nam chciało kawy, czy możefaktycznie była taka dobra?..
Wicedyrekcja obiecała, że za rok też mnie tam wyśle. I samateż pojedzie. O ile za rok jeszcze będziemy oczywiście…