- Wygląda pani jak Afganka czekająca na ślub – powiedział teatralnymszeptem starszy pan siedzący po przeciwnej stronie korytarza. Mama o mało nie zakrztusiłasię ze śmiechu, a każdy, kto przechodził, patrzył na mnie z trudem tłumiącśmiech. No bo i wyglądałam dziwacznie nieco w męskim szlafroku w brązowe pasy,owiniętym niemal trzy razy wokół mego ciała pedagogicznego. Sama zielona –przecudnej urody, przeźroczysta koszulka jednorazowa na salę operacyjną,zdecydowanie nie nadawała się na paradowanie po szpitalnym korytarzu. Więc ubrałamco dali. Żona miłego pana z naprzeciwka przynajmniej dostała szlafrok w kwiatki…
I tak zaczął się mój szpitalny ‘pierwszy raz’. Po ponad 1,5godzinnym czekaniu trafiłam na salę operacyjną i właściwie tam już było miwszystko jedno – byle znieczulili i było po wszystkim. Oczywiście najpierw trzebabyło mnie odpowiednio ułożyć na łóżku, bo jakaś taka niewymiarowa się okazałam.A potem już było z górki – pani doktor zaświeciła mi w oko, przestałam czuć cokolwieki już po 10 minutach wywieziono mnie szpitalną „beemwicą” na korytarz. Kilka minutpóźniej z westchnieniem ulgi przyjęłam słowa pielęgniarki, że mogę się ubrać wewłasne ubranie i kolejne prawie 2 godziny czekania na kontrolę, zmianę opatrunkui wypisania zwolnienia przynajmniej normalnie wyglądałam. O ile można wyglądaćnormalnie z zaklejonym okiem…
Wyglądać, jak wyglądać – ale dojść na Wichrowe Wzgórze przyograniczonym polu widzenia – to dopiero było coś. Zaś zdjęcie opatrunku byłonie mniej przyjemne niż widok tego, co jeszcze rano było moim okiem… Wyglądammniej więcej jak ktoś, na kim przetestowano powiedzenie „Kij ci w oko”:) Hmm… Ale jak się już zagoi – znów będziepiękne, brązowe, a nie czerwone jak z horroru. Póki co kolejny tydzień w domu. Kontroladopiero we wtorek.