Jestem w jednym kawałku. Dziękuję za każde dobre słowo. Wszystkim razem i każdemu z osobna. I pozwólcie, że nie będę nic dopisywać do Waszych komentarzy. Zrobię to tutaj.
Nie, to nie jesień ani remont. To bezsilność wobec pewnych sytuacji. Bardzo lubię swoją bajkę i jak najbardziej jest ona moja. Dlatego też ciągle sklejam ten pękający balonik i idę dalej do przodu. Czasem jednak zdarza mi się przystanąć i zajrzeć w siebie, jak w taflę jeziora, by dostrzec choć gwiazdy odbijające się w oczach moich współbajkowiczów, którzy gdzieś tam, a ja tu…. Dziękuję.
Zanim zniknę pod stertą gruzu i kurzu, zniknęłam chwilowo pod stosem papierów i papierzysk skrupulatnie „kolekcjonowanych” od lat. Dotychczas przekładane były z półki na półkę, z teczki do teczki. Wczoraj dokonały żywota. Skoro nie zajrzałam do nich przez ostatnie 3 lata, czemu miałabym to zrobić w najbliższym czasie – czyli w ogóle?
Rozbiłam obozowisko w przedpokoju. Kawa, ciastka, telefon, worek na śmieci – wszystko co niezbędne. Jednak rosnący z każdą godziną stos przerażał mnie coraz bardziej. Kiedy ja to wszystko uzbierałam? No tak – a to się przyda, a tego szkoda, a tamto coś tam… A co ja za skarby znalazłam:) Nie przyznam się, żeby wstydu sobie nie zrobić. W każdym razie już wiem, dlaczego przez tyle czasu nie umiałam znaleźć pewnych rzeczy. W życiu bym nie wpadła, by ich szukać w tamtym miejscu:)
Coś mi się jednak wydaje, że chyba mimo wszystko udało mi się to i owo przemycić. I gdy za kilka tygodni będę się „wprowadzać” do nowej szafy i tak coś jeszcze znajdę niepotrzebnego. Cóż. Instynkt chomika odzywa się we mnie nawet w chwilach radykalnego uszczuplania stanu posiadania:)
Mam za to kolejny problem. Zostały jeszcze książki. Gdzie ja je pomieszczę? Przecież nie będę się o nie potykać przez miesiąc. Mój genialny Brat doradził mi, bym je upchała do lodówki, skoro służy mi ona głównie do mrożenia powietrza i jako magazyn światła. Dowcipniś…